[160.] Okłamałam Was…

Czy wiedziałeś, że powierzchnia normowanego kortu tenisowego wynosi  260 metrów kwadratowych? Sporo, prawda? A co powiesz na to, że powierzchnię naszych jelit szacuje się pomiędzy 300-500 m2! Kto by pomyślał, że ten niepozorny “wąż”, o którym  niechętnie rozmawia się w towarzystwie, skrywa przed nami takie tajemnice.

Jednak już od dawna, tajemnicą nie jest fakt, że to właśnie “jelita są największą powierzchnią kontaktową człowieka ze światem zewnętrznym (płuca mają tylko 80m2) i jednocześnie stanowią największą bramę przepustową dla wszystkich bakterii i innych drobnoustrojów”.

Czy to prawda, że…


Czyżbym naczytała się przez weekend zbyt wielu publikacji medycznych? Nic bardziej mylnego. Ostatnie dni przymusowo spędziłam w łóżku, co było okazją do nadrobienia zaległości w mojej biblioteczce. Postanowiłam sięgnąć po książkę “Czy to prawda, że…” Christopha Drössera. Znajdziesz tam kilkaset ciekawostek na przeróżne tematy (Czy karaluchy przeżyją III wojnę światową, itd). I to właśnie tam znalazłam informacje, które przytoczyłam na początku.

Prawdopodobnie, gdyby okoliczności w których przeczytałam tę ciekawostkę były inne, przeszłabym obok niej obojętnie. Jednak trafiłam na nią w momencie, kiedy od ponad trzech dni czułam się fatalnie, a od dwóch leżałam z gorączką, bólem brzucha i głowy, w łóżku. Z początku myślałam, że to zwykłe przeziębienie, natomiast przez intensywny ból żołądka wzięłam to za zatrucia. Ale ani potężna dawka aspiryny nie zbiła gorączki ani herbatki ziołowe nie ukoiły skurczów w brzuchu. Słowem, nie wiedziałam, co się ze mną dzieje.

A czy Twój syrop jest fit?

fit
Wówczas (choć brzmi to, jak hasło z jakiegoś taniego podręcznika “Jak zmieniłem swoje życie”), miałam wrażenie że spadły mi klapki z oczu. Doszłam do wniosku, że cały ten “fit” trend poszedł w złą stronę. Bardziej niż zdrowe odżywianie (czy ktoś to wyrażenie traktuje jeszcze poważnie?), liczy się jednak sylwetka. Z każdej strony jesteśmy kuszeni fit jogurtami, płatkami fitness, serami light, czy syropami smakowymi 0 kcal, które szczególnie mocno upodobały sobie osoby pilnujące makro (rozkładu węglowodanów, białek i tłuszczy).

Żebyś mnie dobrze zrozumiał. Nie mam teraz na myśli ludzi, którzy nutellą smarują chrupkie pieczywo, bo w końcu to chleb jest wszystkiemu winny. Nie, to jest zupełnie inna bajka. Ja mówię o osobach, które prowadzą “fit” życie i rzeczywiście mają idealne sylwetki – takie, których sama mogę im tylko zazdrościć. Na Instagramie znajdziesz setki dziewczyn, które ostro piłują na siłowniach i klubach fitness. W większości “trzymają czystą michę” (syropy 0kcal są czyste?), ale oprócz tego nie stronią od batonów (nie tylko białkowych, bo te są super “fit”), chipsów czy żelków – o ile mieszczą się w ich makro.

Wszystko jest dla ludzi…

fit
Jeśli dotrwałeś do tego momentu, to na pewno w Twojej głowie pojawiła się już myśl: “Jeżu, nie przesadzaj. Wszystko jest dla ludzi”. Jasne, ale kto to powiedział? Inny człowiek, a inni ludzie mówią wiele rzeczy, jak np., takie: “Ziemia jest płaska”, “Rudzi są fałszywi”, a “Prowadzenie po dwóch piwach jest ok”. Jak wszyscy wiemy, nie ma osób nieomylnych, a często to, w co wierzą całe pokolenia, zostaje obalone przez ich potomków.

Doszłam do wniosku, że tak często zasłaniamy się tym stwierdzeniem z dwóch powodów. Po pierwsze, chemia dodawana do jedzenia/napojów sprawia, że to nam po prostu smakuje. Po drugie, czysty biznes – czysty zysk. PR-owcy na całym świecie walczą o naszą uwagę, a tym samym PIENIĄDZE, każdego dnia. “Rzuć nam groszem za słoik pełen tłuszczu, białego cukru i barwników pozyskanych z owadów”? Nie, lepiej brzmi “Dostarcz swojemu dziecku to, co najlepsze! Pyszne smarowidło do kanapek, przyrządzanych prosto z serca..”

Pracownik miesiąca


Zmierzam do tego, że choć możemy mieć piękne ciało, którego będą zazdrościli nam inni, prawdopodobnie to, co znajdziemy w środku nie będzie już obiektem pożądania. Zaczęłam od historii o jelitach, wiesz dlaczego?
Bo czynność jedzenia nie kończy się wraz z połknięciem ostatniego kęsa. Dopiero wtedy zaczyna się najważniejszy proces – trawienie, czyli m.in. pozyskiwanie z pokarmu tego, co najcenniejsze. Zadaniem jelit jest wydobycie maksimum składników odżywczych z produktów, które mu podsunęliśmy. Więc co Twoim zdaniem, uda mu się DLA CIEBIE pozyskać z odtłuszczonych nachosów popitych coca-colą zero? One pracują DLA CIEBIE, DLA TWOJEGO DOBRA, DLA TWOJEGO ZDROWIA i na ENERGIĘ do cieszenia się każdym dniem.
Czy pomagasz im w tym?

Ok, chwila oddechu, nie patrz teraz na mnie jak na nawiedzonego pożeracza sałaty z odrobiną powietrza. Celem tego (bądź, co bądź) wywodu, nie jest zakazanie Ci jedzenia. Wręcz przeciwnie! Chcę Cię zachęcić do jedzenia JEDZENIA – tego prawdziwego. Uwierz mi, sama nie jedno mam za uszami. Tytuł posta nie jest z resztą przypadkowy – OKŁAMAŁAM CIEBIE I SETKI LUDZI. Chociaż na blogu znajdziesz przepisy na naprawdę smaczne i pełnowartościowe dania, niestety ostatnio znacznie częściej na obiad sięgałam po paczkę wafli ryżowych i chore ilości  masła orzechowego (mówiąc chore, nie żartuje.. ponieważ kręcę je sama w domu, przygotowanie prawie litrowego słoju, który schodzi w tydzień, to pikuś…). I gdzie podziało się to moje “zdrowe życie”, o którym chętnie mówiłam?

Współczesna pasza – nie tylko dla zwierząt

fit
Być może śmiejesz się pod nosem z “moich wybryków”, ale uwierz mi kilkadziesiąt razy przekroczone dzienne spożycie orzechów, naprawdę nie działa na zdrowie i przypominałam sobie o tym niemal każdego dnia. A jednak, CIĄGLE JADŁAM, bo przecież każdy ma jakąś słabość, prawda? Nie, samo przyznanie się do słabości i faktu, że nie potrafię ograniczyć się do 2-3 wafli, nie może kończyć tematu. Ukazuje jedynie problem, z którym postanowiłam zawalczyć i skończyć zatruwanie samej siebie. Zrozumiałam, że każdy z nas ma do wyboru dwie opcje: 1. Jedzenie 2. Odżywianie.
W pierwszym przypadku, jesz tzw. paszę, którą pochłaniasz pod wpływem emocji i ma Cię ona przede wszystkim nasycić.
W drugim, dostarczasz organizmowi pełnowartościowe, urozmaicone jedzenie, które zapewnia wszystkie niezbędne składniki.

Dotrwałeś? Nie zamknąłeś jeszcze tej strony, z pogardą? (Hej! Puszczam do Ciebie oko! 🙂 Na koniec, powtórzę jeszcze raz, bo chcę mieć pewność, że mnie zrozumiesz. Do niczego Cię nie namawiam, do niczego nie zmuszam. Rozumiem  głosy sprzeciwu. Chociaż podobne rozważania z pewnością słyszałam nie raz, dopiero kiedy sama do nich doszłam, widzę, że to ma sens. Dlatego na myśl, o odrzuceniu czipsów, nie czuję, jakbym czegoś sobie zabraniała. Po prostu stwierdziłam, że ani ja ani mój organizm, wcale ich nie potrzebujemy. Dlatego jedyne, czego życzę Ci na koniec, to otwartej głowy i świadomych wyborów!

Zobacz także: “Jestę blogerę kulinarnym”, czyli zobacz jak robię kanapki

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz