[126.] “Rozmawiają dwie blondynki..” – Beata Pawlikowska od kuchni

W 2017r. wkraczam z zupełnie nową energią. Mam wiele pomysłów i celów, które chcę zrealizować. Kilka z nich dotyczy również bloga. Przede wszystkim zamierzam systematycznie zamieszczać rozmowy z ciekawymi osobami. Planów nie należy odkładać na później, dlatego już dziś mam dla Was coś specjalnego. Kilka dni temu, przy okazji realizacji wywiadu z Beatą Pawlikowską do WP1, postanowiłam zadać jej kilka pytań od siebie. Dotyczyły one, najbardziej interesującego mnie tematu, czyli kulinariów.

Zaglądam do znanych talerzy: Beata Pawlikowska


Kiedy dwa lata temu, po raz pierwszy usłyszałam o tradycji jedzenia owocu granatu w Nowy Rok, od razu postanowiłam zaadaptować ten zwyczaj. Podobnie było z soczewicą, którą w trakcie kolacji sylwestrowej jedzą Włosi. Nawet jeśli nie zapewnią mi szczęścia i bogactwa w nadchodzącym roku, to przynajmniej dostarczą miłych doznań kulinarnych.
Byłam ciekawa, czy istnieją jeszcze inne kulinarne tradycje noworoczne, a także czy Beata Pawlikowska  kultywuje którąś z nich.

Dowiedziałam się, że w Hiszpanii należy zjeść 12 kuleczek winogrona, aby zapewnić sobie pomyślność na cały rok. Jednak moja Rozmówczyni, nie stosuje się do żadnego z powyższych przykładów. Nowy rok jest dla niej jedynie formalnością, dlatego tego dnia je to co zazwyczaj – organiczne warzywa, owoce i kasze.

Tematem, który nurtował mnie od dłuższego czasu było jedzenie w podróży. Sama, kiedy wyjeżdżałam na zagraniczne kontrakty, połowę walizki wypełniałam płatkami owsianymi oraz polskimi kaszami. Stanowią one bowiem istotną część mojego menu, natomiast za granicą są dość drogie i trudno dostępne.
Jak sobie z tym radzi Beata Pawlikowska, która od lat odwiedza najodleglejsze zakątki świata?
“Niczego ze sobą nie zabieram. Zawsze jem to co miejscowi.” Podróżniczka powiedziała mi, że zrezygnowała z jedzenia mięsa oraz nabiału, jednak jak przyznaje, czasem musi polegać na tym, co jest dostępne w danym miejscu.
“Jeśli kierowałabym się wyłącznie jedzeniem, najłatwiej byłoby zostać w domu i nigdzie nie wyjeżdżać.”  Dodała także, że zabieranie ze sobą produktów byłoby tylko zbędnym balastem, który musiałaby ze sobą dźwigać.

Pamiątki z podróży i regał pełen książek z serii “Blondynka..”

Najpopularniejsza Blondynka w Polsce, powiedziała mi także, że zostały tylko dwa kraje w Ameryce Południowej, których jeszcze nie odwiedziła. Ma jednak zamiar, zmienić to jeszcze w tym roku. Jest to jej ulubiony kontynent, nie tylko ze względu na ludzi, przyrodę i kulturę, ale także jedzenie. Tamtejsza kuchnia obfituje w ryż, fasolę, świeże owoce i warzywa.

Od mojej Rozmówczyni dowiedziałam się jednak rzeczy, która mnie absolutnie zaskoczyła. Okazuje się bowiem, że warzywami bardzo popularnymi w tamtym klimacie, są buraki! Choć w naszym kraju wciąż je pomijamy i niedoceniamy, tam cieszą się dużym uznaniem. Często serwuje się je jako przystawkę – upieczone i pokrojone na cienkie plasterki, polewa się odrobiną oliwy lub octu balsamicznego.

Skoro wiem już dokąd powinnam pojechać, aby zjeść mojego ulubionego buraka, musiałam zapytać –  które warzywo jest faworytem Beaty Pawlikowskiej.
I tu kolejne zaskoczenie – groszek (sama bardzo rzadko sięgam po tę zieloną roślinkę. Kiedy już to robię, zwykle jest mrożony). Natomiast moja Rozmówczyni przyznała, że uwielbia świeży groszek, szczególnie z kaszą jaglaną lub soczewicą. Niestety sezon na to warzywo jest w Polsce bardzo krótki, a w wersji mrożonej nie jest już takie smaczne. Dlatego nie raz zdarzało się jej kupować większe ilości na zagranicznych bazarkach i część przywozić z podróży.

Na koniec naszej rozmowy, otrzymałam od Pani Beaty  ” Szczęśliwe garnki. Kulinarna książka z przepisami na jesień”. Zdecydowanie trafia ona w moje smaki: warzywa korzeniowe, rozgrzewające kasze i mnóstwo aromatów. Wspaniały prezent, na rozpoczęcie wspaniałego roku!


Zobacz także: [121.] Paulina Mikuła – “Mówiąc inaczej” o jedzeniu

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz