[103.] Zaglądam do znanych talerzy: Cukierki dobre na wszystko

Jak często zdarza się Wam rozmawiać o jedzeniu? Nie mam na myśli pytań o to, na jakiej ktoś jest diecie, czy co ugotować na obiad. Często odnoszę wrażenie, że tematy kulinarne są przez Polaków traktowane z przymrużeniem oka, jako coś banalnego i na tyle oczywistego, że nie warto zawracać sobie nimi głowy.
Nie rozumiem tego, bo przecież jedzenie jest jedną z naszych największych potrzeb. Bez niego nie moglibyśmy żyć. Dlaczego więc o nim nie rozmawiać? Francuzi i Włosi mówią oraz myślą o nim niemal cały czas. Moje podejście do produktów i potraw, które jem jest bardzo podobne, dlatego też postanowiłam zacząć o nich rozmawiać. 

Tym postem, rozpoczynam najnowszy cykl, który mam nadzieję, przypadnie Wam do gustu. Pracując jako dziennikarka, spotykam na swojej drodze wiele znanych osób. Od pewnego czasu, coraz częściej chodził mi po głowie pomysł, który w końcu udało mi się zrealizować. Postanowiłam zaglądać w talerze ludzi, których kojarzycie z gazet, internetu czy telewizji. Nie będę jednak pytała ich o ilość kalorii i diety cud, które stosują. Przygotujcie się na znacznie mniej banalne pytania!

img_7650

W zeszły piątek, w studiu koncertowym Radiowej Czwórki, na żywo wystąpił zespół CUKIERKI. Musicie przyznać, że sama nazwa zachęca do rozmów o jedzeniu! Po koncercie miałam ogromną przyjemność poznać muzyków. Mateusz Rusin i Przemek “Dred” Pietrzak to duet, o którym z pewnością będzie coraz głośniej. Chłopaki tworzą muzykę elektroniczną – slow tempo, a dokładnie 26.08.2016r. do sklepów trafi ich debiutancki krążek “Euforia”.
To co już na pierwszy rzut oka wyróżnia Cukierki, to fakt że na koncertach, fani otrzymują słodkie krówki! Ponieważ nie jestem krytykiem muzycznym, nie będę rozpisywała się o muzyce. Zachęcam Was więc gorąco, do wejścia na YT zespołu, żebyście się  sami przekonali, dlaczego NIE WARTO REZYGNOWAĆ Z CUKIERKÓW (przynajmniej w tej postaci :))

img_7561
Mannequin: Skąd nazwa zespołu?
Mateusz Rusin: Koń.

Na biegunach czy żywy?
Mateusz: Na biegunach, bo przypomina mi cudowne czasy dzieciństwa.
Zanim jeszcze rozpoczęliśmy nasz wywiad, dokładnie wiedziałam, jaka padnie odpowiedź.  Jak usłyszałam, prawdziwy powód, dla którego zdecydowali się na tę nazwę “jest bardzo abstrakcyjny”, dlatego też równie dobrze mogą odpowiadać “koń”. Powyższe pytanie padło więc “dla zasady”.

Czy lubicie jajecznicę?
Przemek “Dred” Pietrzak: Bardzo! Dzisiaj byliśmy akurat, o ósmej rano – abstrakcyjnej porze (śmiech), w Warszawie Wschodniej u Mateusza [Gesslera].  W menu śniadaniowym, na pierwszej pozycji były trzy jaja na trzy sposoby. Myśleliśmy, że każde jajko będzie inne, dlatego od razu powiedzieliśmy do pani: “Trzy jaja na trzy sposoby”, a pani na to: “Ale jakie? Po wiedeńsku, po hiszpańsku, na miękko? “. My chcieliśmy różne – taka niespodzianka, ale wybraliśmy jajecznicę z suszonymi pomidorami na boczku.
Powinna być ścięta czy rzadka?
Dred: Mocno ścięta, bez wody.
Mateusz: Ja też uwielbiam jajecznicę. Najlepiej ze szczypiorkiem na masełku, ścięta.

Najlepszy obiad jaki jedliście, to?
Dred: Mam pewien niedościgniony wzór. Pamiętam, że kiedyś, w okolicach Strzelc Opolskich, spróbowałem dziczyzny. To było najlepsze mięso jakie jadłem. Kiedy o tym myślę… jestem tam. Fenomenalna rzecz! Wtedy po raz pierwszy i ostatni jadłem dziczyznę, ale pamiętam, że było to doświadczenie mistyczne.
Mateusz: Mój najlepszy obiad? Na pewno mam ulubione sushi. Jest taki zestaw lunchowy w susharni Kiku, na pl. Teatralnym. Po prostu genialny, wszystko w tempurze! A oprócz tego chłodnik na botwince.
A kto go robi?
Mateusz: Bar mleczny, ale chciałbym żeby Monica Bellucci mi go ugotowała (śmiech).

Czy jest jakaś rzecz, której chciałbyś spróbować?
Mateusz: Ja bardzo lubię ostre jedzenie i lubię eksperymentować z pikantnymi potrawami.
Dred: Chciałbym spróbować homara. Już kiedyś mieliśmy go zjeść, ale wyrzucili nas z restauracji.
Co się stało?
Dred: Nie mogę powiedzieć (śmiech), ale to nie było w Polsce. Byliśmy w Wenezueli i już nam obiecali homara, ale koledzy trochę narozrabiali i niestety powiedzieli, że jednak go nie zrobią. To nie był moja wina.

Czy lubicie owsiankę?
Dred: Chyba nigdy nie jadłem dobrej owsianki.
Mateusz: A wytłumacz, co to jest owsianka? Takie cornflakes?
Nie. Płatki owsiane gotuje się na mleku, albo na wodzie i dodaje się do nich owoce, orzechy.
Mateusz: Takie muesli?
Nie! Ok, czas żebyście zjedli prawdziwą, dobrą owsiankę. Ja ją dla Was przygotuję!

Tym właśnie sposobem, umówiłam się z Mateuszem i Dredem, że specjalnie dla nich, zrobię najlepszą owsiankę, jaką tylko potrafię. Degustacja nastąpi 27.08., zaraz przed koncertem w Kontenerze nad Wisłą. Już teraz serdecznie zapraszam Was na to wydarzenie, na którym rozbrzmiewać będą utwory z najnowszej płyty. Dodatkowo, będzie to pożegnanie wakacji, więc tym bardziej nie możecie tego przegapić!

Owsianka różowa jak cukierek

img_7660

Składniki:
60g płatków owsianych
1 łyżeczka tahini
2 goździki
1 łyżeczka cynamonu
mus (więcej niż na jedną porcję):
1 mały pieczony burak
15g nasion chia
100ml mleka sojowego
1 banan
2-3 listki bazylii
dodatkowo:
syrop klonowy
wiórki kokosowe

1. Nasiona chia zalałam mlekiem, wymieszałam i odstawiłam na noc do lodówki.
2. Rano, płatki owsiane zalałam wodą, dodałam przyprawy i kilka minut gotowałam. Pod koniec dodałam tahini.
3. Buraka obrałam i wrzuciłam do blendera. Dodałam bazylię, banana oraz chia wraz z mlekiem, które nie wsiąknęło. Zmiksowałam.
4. Owsiankę przełożył do miseczki. Polałam ją musem i syropem klonowym.

 

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz