[105.] (Nie tylko) wegańskie śniadanie białkowo-tłuszczowe vol.3

Kocham awokado! Naprawdę, nie ma innego, tak wyjątkowego owocu. Żeby w pełni cieszyć się jego smakiem, wystarczy skropić go cytryną i lekko oprószyć solą oraz pieprzem. Co więcej, ma tyle wartości odżywczych, że trudno znaleźć mu godnego konkurenta do tytułu owocowe superfood.
Jednak jak to w życiu bywa, zawsze musi się znaleźć  kilka “ale”. Po pierwsze, w Polsce awokado jest stosunkowo drogie. Jego cena waha się od 4 do nawet 10zł! Nic więc dziwnego, że wciąż chętniej sięgamy po masło i smarujemy nim chleb, niż kupujemy nieporównywalnie zdrowsze źródło tłuszczu.
Jest również jeszcze jeden haczyk. Nawet gdy już zdecydujemy się zainwestować w nasze zdrowie, wciąż możemy mieć trudności, w znalezieniu dojrzałego awokado. Mam to szczęście, że mieszkam w Warszawie, gdzie z dostępem do dobrych owoców jest znacznie łatwiej, niż w małych miejscowościach. Wierzę jednak, że dzięki trendowi na zdrowe i nieprzetworzone jedzenie, ta tendencja obejmie cały kraj!

Dobrze, ale co zrobić gdy już uda się nam upolować niezłą sztukę? No cóż, przyznam że zwykle nie szaleję i albo przygotowuję sobie smarowidło do pieczywa, albo dodaję kosteczki awokado do sałatki.
Rzadko kiedy zdarza mi się eksperymentować, żeby przypadkiem nie zmarnować tego zielonego skarbu. Jednak tym razem było inaczej.

Nigdy nie wiesz, jakich ludzi spotkasz na swojej drodze i jak ciekawe historie niosą oni ze sobą. I tak po którychś zajęciach jogowych, poznałam Kasię – fotografkę, które dzieli życie pomiędzy Polską a Ugandą! Pierwsza nasza rozmowa trwała około 6h, kiedy to z zainteresowaniem słuchałam opowieści z tego odległego, afrykańskiego państwa. Oczywiście nie mogłam nie poruszyć tematu jedzenia. Dowiedziałam się wówczas, że Kasia cierpi na nadmiar awokado! Dojrzałe sztuki ciągle spadają z drzewa, a guacamole przestało już cieszyć. Co więcej, tamte owoce, wielkością, w ogóle nie przypominają tych dostępnych w Polsce.

Kiedy moje oczy zaczęły błyszczeć z zachwytu, Kasia obiecała mi przywieźć kilka sztuk, przy najbliższej okazji. I tak, w mojej warszawskiej kuchni, wylądowały 3 dojrzałe awokado kalibru 3XL!
Relację z ich krojenia możecie zobaczyć na Facebooku. (kliknijcie Lubię to, żeby nie przegapić podobnych “smaczków”.)
Oczywiście, na pierwszy ogień, poszła kremowa pasta do bułeczek. Na drugi? Placuszki!
W towarzystwie caprese z ulubionego tofu, tworzą doskonałe, wegańskie, białkowo-tłuszczowe śniadanie.

Zielony skarb


Składniki:
80g dojrzałego awokado
25g mąki kokosowej
50ml wody (przegotowanej lub przefiltrowanej)
łyżeczka soku z cytryny
szczypta soli i chilli
1. W misce rozgniotłam awokado i dodałam przyprawy, mąkę i sok z cytryny. Stopniowo wlewałam wodę, dokładnie wymieszałam.
2. Z powstałej, plastycznej, masy uformowałam placuszki i przełożyłam na patelnię.
3. Smażyłam kilka minut, po czym przewróciłam je na drugą stronę.

4. Chcę Was uprzedzić, że ponieważ nie dodałam żadnej mąki zbożowej, placki będą się kruszyć. Jednak, wystarczy ponownie uformować je w rękach i wówczas zachowają już swój kształt.

Zobacz także: (Nie tylko) wegańskie śniadanie białkowo-tłuszczowe vol. 2

Print Friendly, PDF & Email

5 myśli na temat “[105.] (Nie tylko) wegańskie śniadanie białkowo-tłuszczowe vol.3

  1. Propozycja kusząca i niezwykle smaczna! Tak, jak wspomniałam placuszki troszkę się kruszą i trzeba je ponownie uformować, ale jeśli nie zależy Ci na opcji białkowo-tłuszczowej, wystarczy dodać odrobinę mąki kukurydzianej lub np. ziemniaczanej 🙂

    Pozdrawiam serdecznie i czekam na wieści, czy dałaś się skusić!

  2. 80 gram to ile awokado? zawsze wazysz produkty przed gotowaniem/pieczeniem, czy robisz to na oko? I mam pytanie czy przyskladasz duza wage to tego ile bialka/tluszczu weglowodanow jesz i ile kalorii powinnas dostarczac?

Dodaj komentarz