[86.]Teraz będzie już tylko łatwiej, mój coming out/ It’s gonna be easy now, my coming out

Chyba czas się przyznać i zrobić oficjalny coming out…
Po wielu latach i setkach zapewnień, że jest inaczej, muszę to powiedzieć. Jednak lubię.. biegać. Właściwie nie wiem kiedy to się stało. Unikałam tego jak ognia, na wf niezależnie od dystansu, trója była świetną oceną, do Radia przygotowywałam materiały o tym, dlaczego bieganie jest złe i bez sensu. Tymczasem coraz częściej wskakuję w buty, zakładam słuchawki i pokonuję kolejne kilometry.

Moja pierwsza poważna przygoda z bieganiem miała miejsce rok temu. 28.06.2015r. wzięłam udział w Samsung Irena’s Women Run. Pamiętam, że informację o imprezie, zobaczyłam w gazecie. Przeczytałam, że zapisać mogą się wszystkie panie, niezależnie od wieku czy sprawności. Dystans do pokonania to 5km. Pomyślałam, że skoro w wydarzeniu uczestniczą nawet osoby niepełnosprawne, to dlaczego nie – w końcu jestem kobietą! Kiedy doczytałam, że na mecie każdy dostaje medal, nie myślałam już dłużej i wpłaciłam wymaganą kwotę.

Dokładniejszą relację z tego dnia, możecie zobaczyć tutaj. Powiem tylko tyle, że zaskoczyłam samą siebie. Był wielki upał, kilometr pod stromą górę i jeszcze moje czarne legginsy nie ułatwiające zadania. Dlaczego nie założyłam szortów? Bo chciałam zakryć nogi. Przez częste uwagi, dotyczące ich chudości, stałam się przewrażliwiona i próbowałam zakrywać “mankamenty”..
Ostatecznie nie zatrzymałam się ani raz i osiągnęłam całkiem niezły wynik.

Z końcem imprezy, zakończyła się moja przygoda z bieganiem. Przełom nastąpił na początku kwietnia. Zainspirowało mnie spotkanie z Anią Lewandowską na treningu Nike a także moja radiowa koleżanka, Kasia Dydo, która zaczęła biegać.

W końcu i ja włożyłam te same, różowe buty, które długie miesiące nie pokonały żadnych dystansów i pobiegłam zwiedzić okolicę. Niedługo później postanowiłam zapisać się na Bieg Wegański. Miałam miesiąc, żeby choć trochę się do niego przygotować. Ok tylko 5km, ale tym razem chciałam być do nich gotowa.
Kilka razy, również podczas długiego majowego weekendu w domu, pokonałam wspomniany dystans. Za każdym razem, trudno było mi się zebrać i w końcu ruszyć przysłowiowe cztery litery. Sam bieg też nie był bułką z masłem, jednak uczucie towarzyszące jego zakończeniu, wygrywało ze wszystkim innym!
W końcu nadszedł 8.05. i przebiegłam najpiękniejsze 5km w życiu! Trasa Biegu Wegańskiego
prowadziła przez las oraz wzdłuż Wisły.
W tym czasie moje dwie radiowe koleżanki, wspomniana wcześniej Kasia oraz Karina Terzoni, założyły stronę SlowSport. Jest to super idea, według której ćwiczymy i cieszymy się aktywnością fizyczną, bez spinki – tylko dla siebie a nie pod publikę. Od razu poparłam Dziewczyny, bo w pełni podpisuję się pod tą filozofią.
Dlatego, też kiedy na stronie SlowSport pojawiła się informacja o konkursie, w którym nagrodą był pakiet startowy w Biegu o Puchar Króla Jana III Sobieskiego,, postanowiłam wziąć udział. Odpowiedziałam na pytanie, wrzuciłam fotkę i wygrałam 🙂 Drugą zwyciężczynią została Ania Dakowska z Endorfinowego Teamu.
I tak, 22.05. drużyna Slow Sport zameldowała się na starcie w Lake Park Wilanów. Dokładna relacja na blogu u Dziewczyn.
Do pokonania mieliśmy 4km (2 kółka po 2km) po dość monotonnej trasie, w ogromnym upale. Choć sam bieg nie był tak przyjemny jak np. Bieg Wegański (zabrakło widoczków), to samo wydarzenie przeżywane z Drużyną wspominam wspaniale. Osiągnęłam lepszy czas niż oczekiwałam i w swojej kategorii byłam 8/22 panie.

Kolejną okazją do biegania był drugi już, długi weekend majowy. Tym razem pretekstem do ruchu było wyzwanie organizowane przez Nike i Lidię Zamyłko. Nie będę o nim dokładnie pisać, ale Trenerka nie dała nam taryfy ulgowej i tak w 30stopniach, z jednym dniem przerwy pokonałam łącznie 10km.
Ostatnim biegiem, o którym dziś wspomnę jest Bieg Wdzięczności, który odbył się wczoraj. Jest to 2/5 biegów w ramach Pucharu Króla Jana III Sobieskiego. Tym razem zjawiłam się tam bez mojej Drużyny, ale w jej barwach. Choć myślałam, że to nie możliwe, było jeszcze cieplej! Nie nastawiałam się na poprawę wyniku, co więcej rozważałam przejście przynajmniej połowy trasy.
Stało się jednak coś dziwnego i uzyskałam 2min lepszy czas!
Przyznam, że ucieszyło mnie to, chociaż nie jest najważniejsze. Przede wszystkim spędziłam wspaniały czas z Martą, którą kilka tygodni temu poznałam na NTC, a także wygrałam ze słabościami.
Co więcej, był to Bieg Wdzięczności. A ja naprawdę mam za co być wdzięczna! Dlatego te 4km i całe moje zaangażowanie, chciałabym zadedykować WSZYSTKIM ludziom, którzy sprawili, że mój pierwszy rok (miną dokładnie 1.06.) w Warszawie był tak cudowny!
 
Każdy kilometr jest dla mnie wyzwaniem i wciąż wymaga wysiłku. Zaczynam jednak lubić nie tylko uczucie “po”, ale również czas w trakcie. Kiedy słucham “Nas nie dogoniat”, podziwiam ulice miasta i uśmiecham się do mijanych biegaczy.
To się porobiło…

PS Dziś pobiegłam z odkrytymi nogami i ramionami. Wciąż są szczupłe, ale hej! to moja sprawa 🙂

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz