[87.] Kiedy w kuchni lecą wióry…

Czy Wam również marzy się wielkie, wspólne gotowanie? Piątkowy wieczór, paczka znajomych, wyspa po środku kuchni, pyszne jedzenie i masa śmiechu podczas jego przygotowania! Brzmi świetnie i z pewnością takie jest. Jednak tylko nieliczni mogą sobie na to pozwolić. Bo jak w kawalerce, czy niewielkim pomieszczeniu, gdzie ledwo mieścimy się sami, przyjmować gości?
Rozwiązanie jest stosunkowo proste, przenieśmy się do cudzej kuchni! A najlepiej do takiej dobrze wyposażonej i mieszczącej się w centrum miasta. Słowem, do Kuchni spotkań IKEA!

Trafiłam do niej w czwartkowe popołudnie i zostałam do późnego wieczora. O tym miejscu słyszałam już od jakiegoś czasu i marzyłam, żeby w końcu je zobaczyć. Okazja pojawiła się właśnie wczoraj, ponieważ IKEA zorganizowała dla nas wspólne gotowanie z szefem kuchni oraz mini warsztaty stolarskie!

Salon oraz kącik dla dzieci
Na początku, przy Al.Jerozolimskich 61 w Warszawie, wysłuchałyśmy krótkiego wykładu o zagrożonych gatunkach ryb. A następnie pod okiem kucharza, zabrałyśmy się do przygotowania kilku potraw rybnych oraz deseru. W menu miałyśmy: sałatkę z łososiem, zupę tajską, tatar ze śledzia, sałatkę z pstrągiem w chrupiącej panierce oraz muffiny cytrynowe.
Podzieliłyśmy pomiędzy siebie dania i zabrałyśmy się za gotowanie. Ja wybrałam grupę, której zadaniem było przygotowanie sałatki z łososiem.
Dopisywały nam świetne humory i choć spotkałyśmy się przede wszystkim, żeby gotować to nie zabrakło babskich pogaduszek i wymiany kulinarnych doświadczeń. Nim się zorientowałyśmy, stojący w salonie stół, uginał się od przygotowanych dań. Nie zostało nam nic innego, jak zabrać się za przygotowane rybki.
Ja zrezygnowałam z zupy, która oprócz dorsza i krewetek, zawierała również kurczaka. Zaczęłam więc od spróbowania sałatki z pstrągiem. Niestety nie podbiła ona mojego podniebienia, ponieważ nie przepadam za smażonymi i panierowanymi potrawami, a dodatkowo -co dotyczy niemal wszystkich dań- była niedoprawiona.
Ha ha  ha! Tak to już chyba jest, że gdzie kucharek sześć.. Okazało się jednak, że niemały potencjał drzemie w tatarze ze śledzia, który choć w ramach kontrastu był za słony, to naprawdę dobrze komponował się z karmelizowaną cebulą. Na koniec został deser, czyli muffiny. Choć na co dzień unikam podobnych wypieków, to wczoraj postanowiłam zrobić wyjątek. Muszę przyznać, że była to dobra decyzja, bo na pewno zacznę częściej sięgać po skórkę z cytryny.
Kiedy nasze żołądki zostały napełnione, wysłuchałyśmy bardzo ciekawego wykładu, przygotowanego przez WWF. Dotyczył on lasów, przede wszystkim w kontekście Puszczy Białowieskiej. Dzięki niemu dowiedziałam się m.in., jak ogromne znaczenie dla ekosystemu mają martwe drzewa. Teraz  wiem, że widok przewróconego pnia nie powinien wywoływać smutku.
Kiedy już dowiedziałyśmy się jak funkcjonuje las, mogłyśmy zabrać się za obróbkę surowca, którgo nam dostarcza. Pod okiem Michała i Michała z Wióry Lecą  miałyśmy zbudować skrzynki na owoce.
Uwierzcie mi, do samego końca nie sądziła, że po półtorej godziny wyjdę z własnym meblem!
W momencie gdy zobaczyłam gwinty (wtedy jeszcze nazywałam je gwoździami) i wiertarki, zadawałam sobie pytanie, co ja tam robię!?
Jednak widok, zdeterminowanych i gotowych majsterkować kobiet, mocno mnie zmotywował. Zakasałam rękawy i wzięłam się do pracy. Parę dziur i wwiertów później, totalnie wpadłam po uszy w stolarce!


Kuchnię IKEA opuściłam nie tylko z własnej roboty skrzynką, ale również masą pozytywnej energii i inspiracji! Spędziłam wspaniały wieczór z gromadką pozytywnych ludzi, którzy mimo że byli sobie obcy, potrafili współpracować i dobrze się bawić.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz