[84.] Życie FIT nie jest dla wybranych

Dzisiejszy post będzie przede wszystkim podsumowaniem zeszłego tygodnia, ale również w pewnym stopniu, całego roku.

 W ostatnich dniach miałam trochę więcej wolnego czasu, dlatego postanowiłam zrealizować wreszcie, 3-dniowe zaproszenie do klubu fitness Holmes Place. Gdzie je dostałam? 

Odpowiedź jest bardzo prosta – podczas spotkania organizowanego przez Lidię Zamyłko (wspaniałą trenerkę) oraz Holmes Place w Hotelu Hilton. Nie jestem pewna, czy wspominałam Wam o tym spotkaniu, które zostało zorganizowane pod hasłem “Proud to be a woman”, na początku kwietnia. Wydarzenie, jak  łatwo można się domyślić, było skierowane do pań. Najpierw autorka bloga i książki “Qmam kasze”, Maja Sobczak, porozmawiała z nami o zdrowej diecie wegetariańskiej oraz wpływie wyborów żywieniowych na nasze zdrowie. Następnie, chętne uczestniczki (oczywiście ja również) pod okiem Basi Łukaszczyk, spędziły relaksującą godzinę w trakcie Power Yogi. Na koniec wylosowałyśmy, wspomniane wyżej, 1-3 dniowe zaproszenia. Ja miałam szczęście trafić na to 3dniowe.
Skoro, już wyjaśniłam skąd w moich rękach znalazła się ta wspaniała przepustka do prawdziwego świata fitnessu, mogę przejść dalej. Do dyspozycji miałam wszystkie atrakcje oferowane przez klub: siłownia, zajęcia z trenerami, basen, jacuzzi oraz sauny. 
Pierwszego dnia, zdecydowałam się uczestniczyć w Pilates and Stretch, prowadzonym przez Anetę Nikodemską. Zajęcia trwały godzinę i naprawdę bardzo mocno rozciągnęły moje ciało. Skupialiśmy się na poprawnym oddechu i technice, jednocześnie pracując nad skurczonymi mięśniami. Zdecydowanie polecam to wszystkim zestresowanym i spiętym osobom. 
Następnego dnia, wybrałam się znacznie wcześniej, żeby móc wypróbować więcej atrakcji. Trening rozpoczęłam od 15-minutowej rozgrzewki na orbitreku, potem w “męskiej strefie” poćwiczyłam z ciężarkami i niektórymi maszynami. Kolejnym punktem była strefa dla pań. Jest to moje ulubione miejsce, gdzie bardzo dużo się gimnastykuję. Oprócz ćwiczeń na macie, wykonywałam te na piłce gimnastycznej, która wreszcie była dopasowana do mojego wzrostu. Trening zakończyłam jazdą na rowerku i krótkim rozciąganiem. Wróciłam do szatni, żeby trochę się odświeżyć oraz zamienić legginsy na strój kąpielowy i ruszyłam na basen.
Ależ dawno nie pływałam! Pływalnia składa się z czterech torów, a ponieważ była to dość wczesna pora, spokojnie mogłam wybrać jeden wolny dla siebie. Po pływaniu wskoczyłam do jacuzzi a następnie do sauny.
Po tych dwóch godzinach, czułam się nowo narodzona. Jakby tego było mało, miałam jeszcze jeden dzień do wykorzystania!
Po zapoznaniu się z czwartkowym grafikiem, zdecydowałam się na wieczorne zajęcia z Lidią Zamyłko, BodyBalance. Na miejscu stawiłam się godzinę wcześniej, żeby po raz ostatni wykorzystać ofertę siłowni. Po treningu, podekscytowana czekałam na rozpoczęcie zajęć. Nie wiedziałam czego się spodziewać, ponieważ z Lidią Zamyłko, spotykałam się dotychczas jedynie na mocnych treningach cardio. BodyBalance nastomiast, to według opisu, połączenie Pilatesu, Yogi i Tai Chi.  Po cichu myślałam, że czeka mnie godzina spokojnego rozciągania. I tutaj bang!
Czekała mnie rzeczywiście wspaniała godzina rozciągania, ale już po pierwszych minutach zapomniałam o słowie – spokojna. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego treningu. Mimo, że od jakiegoś czasu trwa mój romans z jogą, to wiele pozycji wymagało ode mnie ogromnej pracy, siły i skupienia. Chyba po 10 minutach, miałam ochotę zwinąć matę i na paluszkach opuścić salę. Czuję jednak za duży respekt do tej Trenerki, dlatego wzięłam głęboki wdech i posłusznie wykonywałam kolejne “łamańce”. BYŁO WSPANIALE! Teraz rozumiem, skąd tak duża popularność BodyBalance na świecie. 
Po godzinie czułam się przepełniona energią, jednak była już godzina 21 i nadszedł czas powrotu do domu. W ten sposób, wykorzystałam cudowny prezent, który dostałam ponad miesiąc temu.
Po intensywnym treningu, głupie miny są dozwolone!
U góry trening NTC z 14.05, u dołu z 21.05.
Dlaczego o tym piszę oraz skąd, w pierwszym zdaniu, nawiązanie do podsumowania roku?
Spieszę z odpowiedzią. Ta historia, to dowód, że niektóre wspaniałe rzeczy możemy przeżyć za darmo. Adresuję te słowa przede wszystkim do mieszkanek Warszawy, ponieważ nie mam dokładnej wiedzy o pozostałych miastach.
Od prawie roku, niemal systematycznie uczestniczę w przeróżnych otwartych treningach i eventach. Mam za sobą 2 Warszawskie Maratony Fitness, 2 Sportowe wydarzenia organizowane przez H&M, 3 miesiące fitnessu i jogi pod Pałacem Kultury, Treningi Reebok #Bemorehuman, plenery z Ewą Chodakowską i wiele, wiele innych. Wszystkie je łączy fakt, że są bezpłatne i otwarte dla wszystkich. Karnet na siłownie miałam wykupiony tylko raz, ponieważ musiałam odrabiać wf na studiach.
U góry marcowy trening Nike Woman Club
U doły tegoroczny Warszawski Maraton Fitness.
Po lewej zdjęcie z Mają, która poznałam rok temu podczas zajęć jogi pod PKiN
Idzie lato i naprawdę w każdy weekend, organizowane są przeróżne zajęcia. Od NTC w sklepach ForPro, przez Jogę w plenerze, po sportowe poranki na Powiślu w Sklepie Biegacza.
Możecie oczywiście mówić, że nie macie czasu i nie pasujecie do osób biorących udział w treningach. Jasne, kiedy rok temu przeprowadziłam się do Warszawy, też nie znałam nikogo. Jednak z każdym kolejnym uczestnictwem w powyższych imprezach, zyskiwałam i wciąż zyskuję kolejnych wspaniałych znajomych.
Jeśli w jakiś sposób zachęciłam Was do aktywnych weekendów, to polecam Wam od dziś, śledzić wydarzenia, które pojawiają się na Fb i zapisywania się na niej. W razie jakichkolwiek pytań, piszcie. Na pewno odpowiem!
Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz